Od dziecięcej fascynacji Godzillą, przez studia w Anglii, aż po ślub w Tokio. Przeczytaj, jak chłopak z Polski bez mapy i planu wylądował w Japonii i został tu na stałe.

Moja historia


Wszystko zaczęło się od Godzilli
Moja fascynacja tym krajem zaczęła się, gdy miałem jakieś 5 lat i po raz pierwszy zobaczyłem film o Godzilli. Do dziś pamiętam, jak z wypiekami na twarzy wyczekiwałem momentu, w którym potwór pojawi się na ekranie, podczas gdy moje rodzeństwo już dawno spało znudzone.

Od pasji do animacji
Z czasem zacząłem oglądać coraz więcej programów o japońskiej naturze, legendach i historii. Kiedy w Polsce pojawiło się anime, od razu wsiąkłem w ten świat – tytuły takie jak Dragon Ball czy Yattaman momentalnie stały się moimi ulubionymi. Ta pasja z dzieciństwa zaważyła na mojej przyszłości. Na studia wyjechałem do Anglii, gdzie skończyłem animację poklatkową i 3D. Do dzisiaj zresztą w kinie szybciej wybiorę dobry film animowany niż tradycyjny.

Tydzień bez planu i internetu
14 marca 2017 roku w końcu odważyłem się spełnić największe marzenie i poleciałem do Japonii na tydzień. Bez planu, mapy i internetu. W podróży pomogli mi japońscy znajomi poznani jeszcze w Anglii oraz całkowicie obcy ludzie, których spotkałem na miejscu. To właśnie wtedy poczułem, że to jest moje miejsce na ziemi.

Przeprowadzka i nowe życie
Dokładnie rok później, 14 marca 2018 roku, spakowałem walizki i przeprowadziłem się tu na stałe. Pierwszy tydzień spędziłem na Okinawie, a potem ruszyłem do Tokio, gdzie zaliczyłem masę świetnych przygód. Zacząłem pracować jako nauczyciel angielskiego w międzynarodowej szkole, a w międzyczasie poznałem moją przyszłą żonę, Asukę. Pobraliśmy się 16 kwietnia 2021 roku. Obecnie naszym domem jest Kioto, gdzie wspólnie odkrywamy zakamarki dawnej stolicy.

Przypadek, który stał się pracą
A dlaczego właściwie oprowadzam? Wszystko zaczęło się przypadkiem w styczniu 2020 roku. Spotkałem wtedy grupę turystów z Warszawy, którzy zgubili drogę i pomogłem im odnaleźć poszukiwaną świątynię. Złapaliśmy tak dobry kontakt, że następnego dnia pojechaliśmy razem na zwiedzanie Kamakury. Dwa tygodnie później odezwali się do mnie ich znajomi, którzy również planowali urlop w Japonii – i tak to się potoczyło. Dzisiaj przekazuję tę pasję dalej i pokazuję Japonię moim klientom.